Kaczka dziwaczka analiza utworu

kaczka dziwaczka

Ostatnio miałem okazję posłuchać wiersza "Kaczka dziwaczka" autorstwa pana Brzechwy. Nie było to moje pierwsze zetknięcie z ową kaczką ani zapewne nie ostatnie, jednak w pewien sposób natchnęło mnie do głębszej analizy treści, jaki owa, wydawałoby się niewinna bajka, niesie. Zacznijmy od początku.

Bohaterem utworu jest kaczka, która z racji nieszablonowego zachowania tudzież zwyczajów nosi pseudonim dziwaczka. Nic więcej o niej nie wiemy oprócz tego co mówią o niej inne kaczki oraz opisów jej aktywności przez narratora.

Już na początku dowiadujemy się gdzie mieszka:

Nad rzeką opodal krzaczka
Mieszkała kaczka-dziwaczka

Choć jest to informacja wielce nieprecyzyjna. Możemy domniemywać tylko, że inne kaczki mieszkały w podobnych miejscach.

Lecz zamiast trzymać się rzeczki
Robiła piesze wycieczki

Ta subtelna uwaga dotycząca zachowania kaczki rzuca pewien cień nie tyle na naszą kaczkę co na mentalność tej kaczej społeczności, w której normą jest "trzymanie się rzeczki".

Dalej następuje lista zachowań kaczki u fryzjera, w aptece oraz u praczki:

Raz poszła więc do fryzjera:
"Poproszę o kilo sera!"
Tuż obok był apteka:
"Poproszę mleka pięć deka".
Z apteki poszła do praczki
kupować pocztowe znaczki.

Na pierwszy rzut oka wygląda to w istocie dziwnie, jednak może w gruncie rzeczy nie wiemy czy przypadkiem kwestie wypowiadane przez kaczkę nie są wyjęte z kontekstu. Być może jest to jakiś umówiony kod? A może np. fryzjer był znajomym kaczki i przynosił jej ser? Może kaczka chciała sprawdzić jak jej rozmówcy zareagują? Cóż, możliwości jest wiele.

Gryzły się kaczki okropnie:
"A niech tę kaczkę gęś kopnie!"

Łamanie norm kaczej społeczności spotyka się jak widać z dezaprobatą oraz wyzwala negatywne emocje: złość, a może nawet nienawiść. Czy jest przyjemnie mieszkać wśród osobników, którzy na naszą odmienność reagują złością? Stąd tylko krok do aktów przemocy...

Znosiła jaja na twardo
I miała czubek z kokardą,

Bohaterka mimo niesprzyjającego otoczenia pozostała sobą nie przejmując się najwyraźniej presją społeczną, co wyraźnie stwierdzają kolejne wersy:

A przy tym, na przekór kaczkom,
Czesała się wykałaczką.

Kolejne wersy opisują kolejne, niestandardowe, zachowania kaczki:

Kupiła raz maczku paczkę,
by pisać list drobnym maczkiem.
Zjadając tasiemkę starą
Mówiła, że to makaron,
A gdy połknęła dwa złote,
Mówiła, że odda potem.

Narrator w pewnym momencie stwierdza:

Martwiły się inne kaczki:
"Co będzie z takiej dziwaczki?"

Pozornie te 2 wersy stawiają współtowarzyszki naszej bohaterki w nieco lepszym świetle niż dotychczas. Jednak jeśli przyjrzeć się dokładniej to w istocie cytatem jest tylko pytanie kaczek (o ile prawdziwe), zaś "martwiły się inne kaczki" jest tylko interpretacją narratora. Być może one wcale się nie martwiły - przecież odmienność naszej kaczki je złościła.... Czytajmy dalej:

Aż wreszcie znalazł się kupiec:
"Na obiad można ją upiec!"

"Aż wreszcie znalazł się kupiec" - cóż za szczęście. Po prostu cel życia każdej kaczki to znalezienie kupca, który ją kupi. I co potem? Zabije i upiecze na obiad. Może jest tak, to tylko domniemanie, że społeczność kaczek doskonale zdawała sobie sprawę z losu jaki ich czeka, że w zasadzie czekają tylko na śmierć. Że jest tylko kwestią czasu kiedy "znajdzie się kupiec" i ich trzymanie się rzeczki żałośnie zakończy się na talerzu. Wiedząc to wszystko wydaje się jasnym, że zachowanie sprzeczne z tą smutną normą, zachowanie, które ma potencjał, aby doprowadzić do lepszego życia, do przełamania tego zaklętego kręgu, zachowanie, które coś zmienia, może wywoływać złość wśród tych, którym po prostu brakuje odwagi, żeby oddalić się od rzeczki, spróbować nowych interakcji z otaczającym światem i coś zmienić.

Pan kucharz kaczkę starannie
Piekł, jak należy, w brytfannie,

Najwyraźniej nie robił tego po raz pierwszy, "jak należy", sugeruje pewien standard, rutynę, wykonywania tej czynności. Tutaj warto zauważyć pewien przemilczany szczegół. Jak inaczej brzmiałaby ta treść powiedziana w ten sposób:
Pan kucharz zamordował kaczkę, następnie jak zwykł był to robić, włożył zwłoki do brytfanny, żeby je upiec.
Strach pomyśleć co działo się z kaczką między zgonem a pieczeniem.

Lecz zdębiał obiad podając,
Bo z kaczki zrobił się zając,
W dodatku cały w buraczkach.
Taka to była dziwaczka!

Jest wiele możliwych interpretacji tego fragmentu.

Cudów nie ma (oprócz gadających kaczek), więc zwłoki kaczki z pewnością nie zamieniły się w zająca. Może były to halucynacje kucharza. Możemy sobie wyobrazić jakie spustoszenia w psychice ludzkiej powoduje seryjne pozbawianie życia. Tym bardziej stworzeń, które są w stanie mówić, może błagać o litość. Może kucharz, aby znieść ten ciężar wyrzutów sumienia, znieczula się rutynowo jakimiś środkami psychoaktywnymi?

Może kaczka zdążyła zbiec, pozostawiając dla niepoznaki inne zwłoki w brytfannie, żeby opóźnić ewentualną pogoń jak sprawa wyjdzie na jaw?

Miejmy nadzieję, że tak właśnie kończy się ta historia, a kaczka nie dająca się zaszufladkować i nieulegająca konwenansom żyje sobie gdzieś. Ona poprzez swoje niestandardowe zachowanie z pewnością doświadczyła czegoś więcej niż jej współtowarzysze, a być może wygrała życie.

Mirosław Opoka
06.08.2012 Innsbruck


© opoki.com